[VIDEO] Rasizm, Hitleryzm, Stalinizm? Dlaczego Unia Europejska toleruje odbieranie dzieci z użyciem broni, mniejszościom narodowym w Szwecji? Dlaczego milczy Juan Fernando López Aguilar - szef Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewn.?
Szoku doznał przed budynkiem urzędu socjalnego Haninge kommun ciemnoskóry JUSTIN MIRINDI. To kolejna ofiara bezlitosnego, szwedzkiego systemu zabierania dzieci mniejszościom narodowym! Bez wyroku sądu!
Jego koszmar zarejestrowaliśmy przypadkiem, w chwili udzielania nam wywiadu przez Rosjankę Elenę i Białorusina Witalija, którym ten sam urząd odebrał 18 miesięczną córeczkę Lisę. Przypomnijmy, że w Dzień Dziecka trzech uzbrojonych broń ostrą policjantów przyszło do ich domu razem z dwiema pracownikami socjalnymi. I zabrali dziecko.
Wywiad z rodzicami dołączamy do niniejszego tekstu. A ich dramat opisujemy artykułach, które dostępne są pod linkiem:
Wywiad rejestrowaliśmy go 25 czerwca 2020 przed budynkiem Haninge Kommun. Ale musieliśmy go przerwać, bo dobiegły do nas krzyki. Okazło się, że to czarnoskóry JUSTIN MIRINDI. Ojciec, który doznał szoku przed budynkiem urzędu socjalnego Haninge Kommun, bo urzędnicy zabrali jemu i żonie ich dzieci!
- Tak robił Hitler w czasie II Wojny Światowej. W 1945 r. cała ludzkość miała wyciągnąc wnioski z okrucieństwa niszczenia ludzi, dzieci i rodzin .A tymczasem Szwecja jest w Unii Europejskiej, a Europa znów milczy wiedząc o tych okrucieństwach - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net i Telewizja.Patriot24.net, który był świadkiem tych szokujących scen krzywdzenia czarnoskórej rodziny.
- Szwedccy urzędnicy zakazują rodzicom mówić o tych koszmarach. Zastraszają tak, jak to robili posłuszni hitlerowskiemu, nieludzkiemu prawu nazistowscy urzęnicy III Rzeszy - przypomina nasz Redaktor Naczelny.
Przypomnijmy, że inny dramat z udziałem mniejszości narodowej rozgrywa się w Goteborgu. Tam szwedzki urząd socjalny zabrał 9-etnią dziewczynkę Polakom pochodzenia romskiego. W październiku 2019 r. do ich domu wpadli uzbrojeni antyterroryści i przykładając lufę do głowy matki, zabrali dziecko. Wywiad z matką dołączamy do niniejszego tekstu a tym dramacie przeczytasz pod linkiem:
- Czy na tym polega ta rzekomo cudowna polityka imigracyjna Szwecji? By zaprosić do pracy u siebie imigrantów, by zabrać im dzieci? - pyta nasz Redaktor Naczelny.
- Czy szwedzkie prawo, które pozwalazabrać rodzicom dziecko na zawsze jedynie na podstawie przypuszczenia że może mu być źle w rodzinie, jest zgodne z prawem europejskim czy hitlerowskim? A może rasistowskim Ku Klux Klan? - pyta.
- A powszechne wymyślanie przez szwedzkich urzedników socjalnych rzekomych chorób psychicznych rodziców? Przecież to są metody stalinowskie! Bo Stalin przecież swoich niewygodnych przeciwników umieszczał i unieszkodliwiał w szpitalach psychiatrycznyc! - Dodaje Robert Rewiński.
To co się dzieje w Szwecji jest pogwałceniem wszelkich europejskich praw i norm. A skoro wczoraj eurodeputowany hiszpański Juan Fernando López Aguilar jako szef Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) zorganizował debatę na temat praworządności w Polsce to dziś pytamy go:
Kiedy Pan rozpocznie interwencję w Szwecji? W celu uwolnienia uwięzionych bez wyroków karnych tysięcy dzieci?
- Juan Fernando López Aguilar stwierdził wczoraj, że demokracja to nie jest panowanie większości nad mniejszością. Natomiast jest przede wszystkim poszanowaniem praw mniejszości. Dlatego Panie Przewodniczący pytam Pana, jakie instrumenty, kary i środki przymusu uruchomi Pan natychmiast w ramach Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej, by natychmiast uwolnić tysiące dzieci mniejszości narodowych w Szwecji i zwrócić je zrozpaczonym rodzicom? - pyta mailowo eurodeputowanego nasz Redaktor Naczelny.
By już nigdy nie doszło do eskalacji rasizmu, hitleryzmu i stalinizmu, nasza redakcja rozpoczyna bardzo zdecydowane działania interwencyjne w Parlamencie Europejskim, Komisji Europejskiej i u poszczególnych polityków państw członkowskich Unii Europejskiej.
Sprawa jest bardzo poważana, bo nowe informacje i kolejne przykłady bestialskiego więzienia dzieci w innych krajach europejskich będziemy przekazywać na bieżąco, również poprzez naszego Facebooka i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.